O ukrytej presji chudości
O ukrytej presji chudości powinno się mówić.
Znacie to uczucie, że krągłości u innych dziewcząt są OK, ale jeśli chodzi o siebie to zawsze można trochę zrzucić, nawet kiedy jesteśmy najchudszą osobą w całym naszym otoczeniu? Chyba tak.
Powód tej chipokryzji jest prosty. Mamy narzucone 2 modele tego jak powinnyśmy wyglądać. Jeden jest "wrodzony" to wpisany w naszą naturę instynkt, który podpowiada nam, że i owszem kobiece ciało powinno mieć krągłości, ale jest też inny "narzucony" model.
Narzucony model to to co widujemy w reklamach telewizyjnych, filmach, teledyskach słynnych wokalistek i na okładkach jakichkolwiek czasopism. Granica pomiędzy szczupłością i chudością jest nieustannie zacierana, ale aby oszukać naturalny instynkt, który daje nam matka natura przeprowadza się operacje plastyczne mające na celu powiększenie piersi. W ten sposób nasz naturalny odzew zostaje oszukany i akceptuje nowe zjawisko.
Jednak nie każda kobieta ma naturalnie duże piersi i niestety im bardziej chcemy się zbliżyć do upragnionej sylwetki tym bardziej stajemy się istotą posiadającą figurę chłopczycy. Szkielet męski i żeński nie różni się zbytnio od siebie i dlatego im jesteśmy chudsze tym bardziej naszą figurą przypominamy mężczyznę. Jeszcze dodajcie do siebie wrodzoną asymetrię ciała (każdy ją posiada) i jest gotowy obraz wychudzony, pokraczny przypomijający trupa. Oczywiście im bardziej inwazyjne metody odchudzania stosujemy tym szybciej starzeje się nasza skóra, wypadają włosy i zęby. Czyli dążenie do piękna staje się zaprzeczeniem piękna.
"Ale ja nie chcę być szkieletem chcę po prostu być chusza, chcę się dobrze czuć we własnym ciele. Innym pasują bardziej kobiece kształty, ale mnie nie, ja wyglądam lepiej kiedy jestem chudsza" - tak pewnie powie 80% nastolatek czytających tego posta. I w sumie nie zdziwię się bo sama takie samo zdanie miałam ja. Przy wzroście 165 chciałam osiągnąć 48 kg. Wtedy ważyłam 51 kg, ale moja budowa ciała łaskawie sprawiała wrażenie, że jestem chudsza niż wskazywałaby mi moga skala. Mimo to dążyłam do moich nieosiągalnych 48 kg i na moje nieszczęście wystający mostek pozostał mi do dziś. Całe szczęście, że tylko to. Miałam jeszcze wystające żebra, kości biodrowe, nadmiernie widoczne obojczyki. Jak widać nie jestem postacią drobnokościstą i zrezygnowanie z tych 3 kilogramów na moje ciało wywierało masakryczne skutki. Wtedy w końcu się opanowałam. To, co tak pięknie wyglądało w ubraniu było straszne pod ubraniem. Oszpecony obraz piękna mojego ciała dał mi wiele do myślenia. Skończyłam biegać tak długie dystanse, skończyłam się wykańczać fizycznie i zaczęłam więcej jeść. Teraz ważę 55 kilo, ale czuję się lepiej. Nie wypadają mi włosy, zęby nie krwawią, wystające kości prawie wszędzie zniknęły oczywiście oprucz wystającego mostka. Tak wygląda biust normalnej kobiety przy zdrowych kształtach:

a tak wygląda biust kobiety odchudzającej się (prawy obrazek):
.jpg)
Przyjrzyjcie się dobrze - pod obojczykami widać jeszcze jeden rząd wystających kości. Ja aktualnie też taki posiadam i nie mogę się go pozbyć. To znak rozpoznawczy wszystkich kobiet, które z odchudzaniem przesadziły.
Mimo wszysto są osoby, którym bardzie podoba się sylwetka wystających delikatnie kości, ale uwierzcie mi jedynie na zdjęciach to wygląda przyzwoicie, na żywca to naprawdę koszmar.
No tak, ale ciało można zakryć. Ok. Tylko czy to nie jest aby czasem metoda osiągnięcia efektu za wszelką cenę?
Dzisiaj mamy narzucone kanony piękna do którego dąży każda kobieta, mniej lub bardziej ma to wpływ na naszą psychikę. Ceni się to co rzadkie i niespotykane a takie są kobiety o sylwetce kolumny.
Kolumna to tylwetka z wąskimi ramionami i biodrami, smukłą talią z bardzo niewielkim wcięciem. Znaki charakterystyczne to przede wszystkim długie nogi, smukłe kończyny i zwykle wyższy wzrost. Osoby z tym typem figury niemalże zawsze wyglądają szczuplej od swoich koleżanek chociaż tak naprawdę nie muszą nic robić .

Oto najprostszy przykład takiej sylwetki. Zdominowała ona hollywood i obecnie jest uważana za ideał figury. Jednak niewiele osób ma figurę kolumny i często dążenie do upodobnienia się będzie nieść za sobą opłakane skutki.
Nie dajcie się zwariować.